Paryż z Lotu Ptaka

blog kulturalno-turystyczny, w dni parzyste praktyczny, w nieparzyste romantyczny

Month: Czerwiec, 2012

Lato zaczyna się od piosenki

Chmurne stalowe spojrzenie, karminowe usta, czerwona sukienka: Rosemary – to ona wprowadziła mnie w lato. Spiritus movens bluesowo-folkowej grupy Moriarty. Stanęła na scenie i śpiewem rozpędziła chmury, wywołała słońce, które zwabione muzyką, zostało na cały czas trwania koncertu i wydobyło z Rosemary cały jej blask, ociepliło spojrzenie.  Artystka zdradziła, że zespół obchodzi 18. rocznicę poznania i 17. istnienia. Poznali się na chodniku, słuchając  ulicznego zespołu, 21 czerwca podczas Fete de la Musique – święta muzyki, dnia kiedy wiosna zmienia się w lato, a cała Francja wychodzi na podwórka, rynki, ulice, do parków, do lasów z piosenką na ustach, by uczcić radosną zmianę w przyrodzie najpiękniej jak można – muzyką.

Pomysł zainspirowany przez jednego człowieka, Joel Cohena, przez ponad 30 lat ewoluował w międzynarodową inicjatywę, a tu, we Francji, jest to jeden z najbardziej oczekiwanych dni w roku, kiedy wzdłuż i wszerz odbywają się koncerty – od wielkich, plenerowych do  jednoosobowych przy barowych stolikach.

Muzyka jednoczy i łagodzi obyczaje, to widać było na każdym kroku. 21 czerwca wieczorem Paryż przystanął na chwilę, by ruszyć do tańca: rozśpiewany, uśmiechnięty, z butelką wina w dłoni, nie zasnął przez całą noc i wziął w ramiona wszystkich, którym muzyka tego dnia wypełniła serca.

Pochmurne, dżdżyste, parne, zielone, moje pierwsze paryskie lato już tu jest, a mnie się śni sen na jawie…

Reklamy

Gdybym tylko…

Kilka kilogramów czereśni i truskawek, sporą dawkę energii wymienionej z najbliższymi, jedno wesele i 14 dni później wróciłam do Paryża. Nicpoń przywitał mnie dwugodzinnym korkiem przy wjeździe do miasta oraz ostrzeżeniem przed kieszonkowcami na stacji metra („be carefull your wallet” brzmiała angielska wersja komunikatu), ale cieszę się z powrotu. Jeszcze szybciej niż zazwyczaj wpadłam w paryski krwioobieg, wessał na trzy dni, wypluł wczoraj, a jedyna myśl w głowie to, by uważać na marzenia, bo istnieje poważne ryzyko, że się spełnią. Stojąc twarzą w twarz z moim spełnionym, zanim zabiorę Was z sobą na kolejne wycieczki po Mieście, proponuję zobaczenie  majstersztyku niewielkich rozmiarów, autorstwa Spike Jonze’a Mourir Aupres de Toi. Historia rozgrywa się na półce w jedynej takiej księgarni, o której była i będzie jeszcze tu mowa. A zatem: Umrzeć przy twoim boku (w Shakespeare & Company):

Depart

Ptak odleciał, ptak wróci.