Paryż z Lotu Ptaka

blog kulturalno-turystyczny, w dni parzyste praktyczny, w nieparzyste romantyczny

Month: Lipiec, 2012

Lato w mieście vol. 2 – Paris Plage

Dla tych, którzy nie mogli lub nie chcieli wyjechać i dla tych, którzy właśnie przyjechali, jak co roku, by urozmaicić wakacje w mieście, ruszyła, organizowana przez merostwo, plaża nad Sekwaną. Przez okrągły miesiąc do dyspozycji, oprócz zwiezionego tu piasku są leżaki, materace, parasole, statek piracki, boiska do gry w bule, bary, kino, zraszacze, wypożyczalnia książek. Wszystko gratis i dostępne od wczesnego rana do późnego wieczora. Paris Plage podzielona jest na trzy części: plac przed Hotel de Ville, gdzie wygodnie (pod parasolami i na leżakach) śledzić można Igrzyska Olimpijskie na telebimie i gdzie co jakiś czas odbywają się koncerty oraz same plaże usytuowane wzdłuż Sekwany między Mostem Notre Dame a Pont des Arts w 1. dzielnicy (metro Cite lub Chatlet) i  wokół sztucznego jeziorka Bassin de la Villette w 19. dzielnicy (metro Riquet).

W tłumie ludzi i w pełnym słońcu uwalniajacym opary i aromaty miejskiej Sekwany wytrzymałam godzinę, no ale każdemu to, co kto  lubi. Jeśli by znaleźć swój parasol i własny grajdołek w piasku to może można i dłużej. Na pewno warto chociaż zobaczyć. Szczegóły tu.

Lato w mieście vol. 1 – Tajemniczy ogród

Upał. Paryżanie opuścili miasto ustępując miejsca turystom. A kiedy temperatura zaczyna piąć się powyżej 30 stopni Celcjusza, zwiedzanie organizowane zaczyna być według innych kryteriów: potrzeba wody, cienia i klimatyzacji. W Paryżu istnieje kilka miejsc, które w takie gorące dni stają się wytchnieniem i gdzie odpoczynek można połączyć z odkrywaniem. Jednym z nich jest Musee Rodin. Muzeum poświęcone rzeźbiarzowi mieści się w dzielnicy 7. tuż obok Pałacu Inwalidów i niedaleko Champs Elysee, i dzięki 3 hektarom ogrodu jest oazą spokoju i zieleni w sercu miasta. Założone w 1919 roku, dzięki ofiarowanym przez artystę dziełom, muzeum mieści się w dwóch miejscach jednocześnie: w hotelu Biron przy ulicy Varenne 77, gdzie miała miejsce paryska pracownia rzeźbiarza w ostatnich latach jego życia, oraz w miasteczku Meudon, gdzie artysta mieszkał.

Kiedy poeta, a także osobisty sekretarz Augusta Rodina – Rainer Maria Rilke odkrył okazały budynek hotelu Biron w 1908 roku, zachwycony napisał do swojego mistrza, by ten przybył natychmiast i wynajał pokój lub dwa, bo warunki do tworzenia są tu idealne. Rodin mieszkał wtedy w podparyskim miasteczku Meudon i rzeczywiście docenił zalety usytuowanej w centrum Paryża rezydencji, która umożliwiała mu kontakt z klientami, marszandami, modelkami a jednocześnie oferowała dostęp do wielkiego i pięknego ogrodu, którego atmosfera sprzyjał tworzeniu. I to właśnie ten ogród w okresie letnim staje się najpiękniejszą częścią całego muzeum. Kameralny, pełen drzew, zacienionych zaułków, niewielki, ale – w przeciwieństwie do innych parków o tej porze roku – niezatłoczony. A największą w nim niespodzianką są rozsiane po wszystkich jego zakątkach rzeźby z Myślicielem i Balzakiem na czele. Te mniej znane, ukryte między drzewami stały się integralną częścia przyrody w ogrodzie, wtapiają w tło, a podpis artysty wyryty na każdej z nich wygląda, jak zrobiony nożem w korze drzewa.

W czasach, gdy przebywał i tworzył tu August Rodin ogród ten bardziej był podobny do dzikiego lasu niż zorganizowanego parku, jakim prezentuje się dzisiaj, ale przechadzając się zacienionymi alejami łatwo można odczuć przewagę natury nad nami, bo to niektóre z tych drzew właśnie podglądały pracę artysty, jego gości, modelki i muzy. I tylko dyskretna obecność okazałej kopuły Pałacu Inwalidów, która wyłania się zza płotu otaczającego park przypomina nam, że ten tajemniczy ogród mieści się zaledwie 15 minut spacerem od jednej z najbardziej zatłoczonych ulic Europy!

Zapoznając się z twórczością i życiem Rodina moja uwagę przykuwa jego związek i wpływ na o wiele młodszą od niego artystkę-Camille Claudele i teraz to jej paryskie ścieżki będę tropić – tę historię zostwiam sobie na później…

Informacje praktyczne:

Musee Rodin 77 rue Varenne

dojazd linia 13, metro Varenne

wstęp do muzeum 6 i 9 euro

wstęp do ogrodu 1 euro

Odbiór.

Pont des Arts

Rada dla zakochanych: przed wycieczką do Paryża zaopatrzcie się w solidną, pięknie wygrawerowaną kłódkę. Serca, inicjały,daty, dedykacje – takie detale powinny się na niej znaleźć, no i kluczyk, którym przypniecie ją do Pont des Arts, a który potem zniknie w odmętach Sekwany.

Od niedawna, bo zaledwie od 2008 roku, most ten jest świadkiem rodzącej się romantycznej tradycji. Odkąd cztery lata temu zawisła tu pierwsza kłódka, Pont des Arts stał się obowiązkowym punktem na miłosnej mapie Paryża. Nie jest to najpiękniejszy most w stolicy, ale na stałe wpisał się w krajobraz miasta. Ten, na którym dziś codziennie przybywa kłódek z całego świata, stoi na Sekwanie zaledwie od 1984 roku. Powstał w miejsce innego mostu – zamówionego przez Napoleona i zbudowanego w latach 1802-1804, który został prawie całkowicie zniszczony podczas I wojny światowej, a prowizorycznie odbudowany służył mieszkańcom miasta do lat 70.

Dzisiejsza wersja mostu nawiązuje do pierwotnej konstrukcji. Zamknięty dla ruchu kołowego, łączy dzielnicę 1.z 6., prowadzi do okazałej budowli, gdzie znajduje się Institut de France a w nim słynna Akademia Francuska, i z obu jego stron rozciąga się piękna panorama Paryża, być może widok ten właśnie stał się inspiracją dla pierwszego zakochanego, który powiesił tu swoją kłódkę i zostawił część serca. Choć na pewno tej pierwszej kłódki tutaj już nie znajdziemy. 2 lata temu, w niewyjaśnionych okolicznościach, podczas jednej nocy wszystkie dotychczas zawieszone kłódki zniknęły…Więc przyglądając się tym, które znajdują się na moście dziś, nie znajdziemy żadnej sprzed 2010 roku. Ciekawe, co wydarzy się, gdy zabraknie miejsca dla kolejnych, co, biorąc pod uwagę tempo przybywania dowodów miłości z całego świata, może zdarzyć się niebawem. Już dziś mam wielki kłopot z odnalezieniem kłódki M. i M., przesympatycznej młodej pary, której miałam przyjemność towarzyszyć w roli fotoreportera w trakcie romantycznej chwili (choć oczywiście zachowałam bezpieczną odległość), która zawisła tam zaledwie miesiąc temu…Ale drodzy M. i M. – możecie być spokojni – jest, wisi, trzyma się dobrze!

Recipe 1

Mam teorię na temat trójskładnikowych dań – myślę że są idealne. Proste ekspresowe w przygotowaniu, skromne, ale mogą być bardzo wyrafinowane, łatwe do zrobienia w mikroskopijnych rozmiarów paryskich (i wszystkich innych) kuchniach. Najwięcej genialnych połączeń trójkowych pochodzi z kuchni śródziemnomorskiej. Tę sałatkę być może gdzieś już jadłam, może widziałam, ale na pewno przyśniła mi się w upalną noc.

Wystarczy,że powiem: świeży ogórek + feta + świeża mięta doprawione przez upał.

Odbiór.

Kot z wędką tu był

Dzielnica Łacińska – sama nazwa rozbudza wyobraźnię i ewokuje wiele skojarzeń. Historia wyziera i zerka na nas zza każdego rogu. Dzielnica rozciąga się od Sekwany przez bulwary St. Michel i St. Germain, obejmuje Sorbonę, Ogrody Luksemburskie i kończy się za Panteonem w okolicach quartier Mouffetard.  Jesienią najbardziej lubię spacery bulwarami dla platanów, zimą plac przy Sorbonie ze względu na studyjne kameralne kina w okolicy, Jardin du Luxembourg najbardziej przyciąga wiosną, a latem…Latem wysiadam na stacji St. Michel i wtapiam się w tłum turystów podążający w stronę ulicy de la Huchette i jej okolic. Jest gwarno, kiczowato i radośnie. I od zawsze tam tak było.

Krótka i wąska rue Huchette  przeprowadzi nas od fontanny St. Michel do katedry Notre Dame. Od średniowiecza jest znana paryżanom, którzy w XIII wieku ściągali tu na słynne pieczone kurczaki – podobno smakowały najlepiej w całym mieście. W XVII stuleciu władzę nad ulicą przejęły kabarety, a sławę pieczonego drobiu przejęli kieszonkowcy-najsprawniejsi w Paryżu, ale mimo tego ulica nadal przyciągała chętnych uciech i dobrego obiadu, bowiem wtedy właśnie pojawiły się tu tawerny i oberże serwujące kuchnię  z całego świata. Później, w XX wieku, w hotelu Mont Blanc pomieszkiwali Hemingway, Henry Miller i Pablo Neruda, a pod numerem 23 do dziś mieści się, nic nie robiący sobie z upływu czasu teatr du la Huchette, gdzie systematycznie, od 1949 roku wystawiana jest „Łysa śpiewaczka” Ionesco.

Rue Huchette zachowuje ciągłość historyczną, wiele stojących tu budynków pochodzi jeszcze ze średniowiecza, nadal zajmują ją restauracje z całego świata (większość z nich, zorientowana na jednorazowego klienta-turystę oferuje niewyrafinowane dania za 10 euro) no i na pewno w tłumie nietrudno natknąć się na kieszonkowców.

A na koniec, ostatnia ciekawostka (z pozdrowieniami dla Irlandzkich Zapisków), wśród kilku równoległych do Huchette ulic jedna wyróżnia się szczególnie – z dwóch powodów. Po pierwsze nosi wdzięczną nazwę  rue du Chat qui Peche czyli Kota łowiącego ryby; po drugie, jest to jedna z dwóch najmniejszych paryskich uliczek, która oddana do użytku w 1540 roku, połączyła ulicę Huchette z Sekwaną i w najszerszym miejscu wynosi niewiele ponad półtora metra.

 

W królestwie przedmiotów

Zacznę od prywatnej wiadomości skierowanej do mojej przyjaciółki A.:  Żmijko, kiedy byłyśmy tam razem, zwiedziłyśmy zaledwie 1/4 całości! Ale to odkryłam później. A mowa o Les Puces St-Ouen. Największy pchli targ we Francji, jeden z największych na świecie, który znajduje się na północnych obrzeżach Paryża na styku dzielnicy 18. i przedmieść St-Ouen. Odbywa się wyłącznie w soboty, niedziele i poniedziałki (choć tego dnia część miejsc jest zamknięta). Godziny otwarcia są dosyć swobodne i w dużej mierze zależą od warunków atmosferycznych oraz preferencji właścicieli, ale z reguły życie toczy się tradycyjnie między 10-18.

Trudno mi rozpocząć jego opis, bo z góry skazana jestem na niepowodzenie ponieważ targ ten jest tak duży, składa się z 12 mniejszych osobnych rynków i jego oferta jest tak bogata, że trudno mi będzie oddać atmosferę tam panującą ograniczając się do znośnych rozmiarów tekstu. Lepiej będzie więc, jeśli skupię się wyłącznie na przedstawieniu informacji praktycznych, które być może zachęcą Was i ułatwią dotarcie i orientację na miejscu. Dojeżdżając linią metra 13, wysiadamy na stacji Garibaldi, po wyjściu z metra pierwsze, co zwróci naszą uwagę to kościół Notre-Dame-du-Rosaire, stojąc przed nim, powinniśmy skierować się w prawą stroną, podążając za znakiem Marche aux puces i kontynuować spacer przez około 10 minut ulicą Kleber. Idziemy przedmieściami Paryża, które znacznie różnią się od miejsc tradycyjnie polecanych w przewodnikach. Mijane, jednym mogą wydawać się zaniedbane i opustoszałe, mi jednak przypominają Paryż populaire znany ze zdjęć Willego Ronnisa czy Roberta Doiseneau i lubię przedłużać sobie ten spacer skręcając w przypadkowe uliczki, zaglądając ludziom przez okna do mieszkań, bardzo podrzędnych barów, zahaczać o sklepiki z afrykańskimi i tureckimi specjałami. Choć przyznam, że nie zawszę mam odwagę wyjąć aparat i zapytać, czy mogłabym go użyć, ale będę to trenować. To jednak temat na kiedy indziej. Po około 10 minutach spaceru w linii prostej powinniśmy skręcić w lewo, przejść około 500 metrów by skręcić w prawo. W taki sposób znajdziemy się na ulicy Jules Valles i możemy zacząć włóczęgę po Królestwie Przedmiotów, rozpoczynjąc ją od żółtego pawilonu – Marche Jules Valles.

Tak jak wspomniałam, targ składa się z kilkunastu mniejszych. Jeden z nich-L’Usine otwarty jest wyłącznie dla zawodowych handlarzy, kolejny, który z góry można skreślić z listy to Marche Malik, gdzie handluje się bezwartościowymi rzeczami, ubraniami, kosmetykami made in China. Wydaje mi się,że warto skupić się na 4 głównych:

Marche Jules Valles: to wspomniany żółty pawilon, który da nam przedsmak tego, co czeka nas później. Znajdziemy tu trochę mebli, ale przede wszystkim zbiór drobnych oryginalnych przedmiotów, często niewiadomego przeznaczenia, ale także rzeczy codziennego użytku.

Marche Paul-Bert: usytuowany tuż za budynkiem Jules Valles, w części odkryty targ  skupiony wokół ulic Paul Bert i Rue des Rosiers. Kilkadziesiąt pawilonów wystawiających meble, przedmioty dekoracyjne i codzienne. Nie warto nastawiać się na zakupy, bo jest to drogi rynek antykwaryczny, ale same przedmioty oraz sposoby ich ekspozycji są tak fascynujące i inspirujące, że wrażeń nie zabraknie. Poza tym kilka tamtejszyk uliczek zagrało w filmie Allena „O północy w Paryżu”. By sprawić sobie niespodziankę, zajrzyjcie pod otwarte dla zwiedzających adresy: numer 8 i 10 przy Rue des Rosiers. Tajemnicze, zaskakujące wnętrza.

Marche Biron: to dwie równoległe aleje, usytuowane przy ulicach Rosiers i Villa Biron. Kilkadziesiąt małych sklepików sprzedający głównie meble, bibeloty, obrazy. Móje ulubione tutaj miejsce to sklep handlujący częściami paryskich karuzeli- miejsce, gdzie można nabyć pegaza, latającą świnię czy karetę zaprzęgniętą w sześć koni.

Marche Dauphine: przy ulicach Rosier i Jean Henri Fabre. Dwie przeszklone  spore hale, są moimi ulubionym miejscem poszukiwań. Oprócz drogich mebli znajdziemy tu księgarnie oferujące francuskie żurnale z lat 30. 40., kilka sklepów z ubraniami vintage, boxy po sufit wypełnione pocztówkami z pierwszej połowy XX wieku i milionem innych przedmiotów nieznanej prowinencji. To tutaj okaże się nagle, że niepostrzeżenie spędziliśmy już przynajmniej pół dnia na włóczeniu się i oglądaniu najdziwniejszych rzeczy w życiu i czas wracać do siebie. Kończąc zwiedzanie w tym miejscu najłatwiej będzie dojść do metra numer 4, przystanek Porte Clignancourt usytuowanego na końcu rue Rosiers.

Każdego kto przebrnął cały dotychczasowy tekst i dotarł do tego miejsca zapewniam, że choć może się wydać, że dotarcie i poruszanie się po St-Ouen jest skomplikowane i czasochłonne, zapewniam,że w rzeczywistości, wszystko wydaję się o wiele prostsze i zorganizowane. Całe miejsce jest dobrze oznakowane i swobodnie przechodzi się z jednego targu na drugi. Dodatkowo tutaj znajdziecie stronę i plan tego miejsca. Poza tym w całej okolicy znajduje się mnóstwo kawiarni, bistro i restauracji, które stają się świetnym pretekstem do zrobienia sobie przerwy w systematycznym przemierzaniu marche aux puces.

Kto zaprzyjaźnił się już z moim blogiem, wie że Ptak szczególnie lubi odkrywanie Paryża przez pryzmat jego targów staroci, osobliwości, książek i żywności i być może nie każdego opisane w tym poście miejsce zainteresuje w tym samym stopniu, ale jestem pewna, że wybierając się na Les Puces St-Ouen, nikt nie opuści go rozczarowanym. Trzeba tylko szeroko otworzyć oczy i obudzić dziecko w sobie.

Odbiór.