Paryż z Lotu Ptaka

blog kulturalno-turystyczny, w dni parzyste praktyczny, w nieparzyste romantyczny

Month: Październik, 2012

Kangourou on a deja vuuuuu

Kangura już widzieliśmyyyyyy, to zdanie (z komicznie przeciągniętą ostatnią sylabą) usłyszałam dziś z ust kilkuletniego chłopca w samym centrum Paryża. Chłopiec odhaczał swoją listę zobaczonych zwierząt. A gdzie w Paryżu w jednym miejscu można zobaczyć kangury, orangutany, żółwie, krokodyle i wiele, wiele innych? W La Menagerie, zoo du Jardin des Plantes. Najstarsze w Europie zoo mieści się tu od 1794 roku i stanowi część pięknego ogrodu botanicznego Jardin des Plantes. Dla mnie, tropicielki przyrody w wielkim mieście, ten park jest jednym z ulubionych paryskich miejsc. Otwarty dla zwiedzających w XVII wieku przez długi czas był jednocześnie centrum badań botanicznych i do dziś spełnia swoją funkcję dydaktyczną. Mieści się tu Muzeum Ewolucji, Muzeum Panteologiczne, Entomologiczne i Minerałów. Poza tym po parku rozsiane są liczne ogrody ziołowe, warzywniaki, oranżeria, hotel dla pszczół (!), labirynt, liczne rzadkie okazy drzew i i mnóstwo tajemniczych i przytulnych zakątków.

No i to zoo. Zaskakuje bogactwem zgromadzonych gatunków i terenem, jaki zajmuje, zważając, że znajduje się w ścisłym centrum miasta. Zwierzęta trzymane są w godnych warunkach, nie wszystkie mają przestrzenie porównywalne do tych na których żyją ich dzicy krewni, ale pamiętając,że wiele z nich już w którymś pokoleniu rodzi się w takich warunkach, nie wydają się być pokrzywdzone. Zawsze dość sceptycznie podchodziłam do pomysłu gromadzenia różnych gatunków zwierząt ku naszej uciesze i rozrywce, ale dziś widząc rozpalone policzki i błyszczące oczy rozentuzjazmowanego chłopca widzącego pierwszy raz kangura na żywo, zdałam sobie sprawę, że dla tego małego paryżanina taki kontakt z naturą może stać się przyczynkiem do głębszego zainteresowania i rozbudzenia na nią wrażliwości.A poza tym menażeria jest już zabytkiem kultury i architektury podobnie jak cały Jardin des Plantes.

Po kilku wyjątkowo deszczowych weekendach i wczorajszych 12 godzinach mżawki i ulewy na zmianę, dziś wyszło słońce. Rozgrzało mokry park, w którym ziemia parowała, ptaki rozśpiewały się przeżywając swoją drugą wiosnę, rośliny  ostatni raz przed zimą zachwycają kolorami, aromatami i fakturami. Było pięknie.

A po spacerze warto zaliczyć jedną z bardzo lubianych przez Paryżan kawiarni. Wychodząc z parku wyjściem przy Muzeum Ewolucji znajdziemy się tuż przed najsłynniejszym w mieście meczecie  La Mosquée de Paris, gdzie oprócz łaźni żywcem wyjętej z baśni 100o i jednej nocy znajduję się restauracja i kawiarnia serwująca jedyną w swoim rodzaju herbatę miętową, którą w ciepły dzień można wypić na świeżym powietrzu siedząc pod niesamowicie aromatycznymi drzewami figi i jaśminu. Rozbudziłam fantazję? Mam nadzieję.

Odbiór!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Mszyste parki

Jedną w pierwszych KSIĄŻEK w życiu był czytany przez Tatę Łosia Gucio zaczarowany Zofii Urbanowskiej. Wrażenia ze słuchania tej lektury w dużym stopniu ukształtowały moją wrażliwość i wyobraźnię.  Pamiętam te wieczory, biało-zieloną okładkę wydania książki, małą lampkę nocną przy łóżku, sylwetkę czytającego Taty, pomarańczowe zasłony na oknie. Moje poczucie bezpieczeństwa słuchając o Guciu, chłopcu za karę zamienionym w muchę, w świecie zagrożenia. Tę opowieść można było tak dogłębnie przeżyć chyba tylko będąc dzieckiem.

Wiele lat później dowiedziałam się, że ta książka była jedną z najważniejszych lektur Czesława Miłosza. Przeczytał ją w dzieciństwie, a potem wielokrotnie w swej twórczości ją przywoływał. Jej tytułem opatrzył zbiór wierszy wydany w Berkeley w 1965 roku i tak też nazywał się jeden z zawartych w nim utworów.

Dwa ostatnie dni spędziłam w najlepszym towarzystwie, prawie wszystkie najbliższe osoby miałam wokół siebie. A zatem poniższy cytat dedykuję Łosiom. Tym, którzy mnie, wyposażoną w taką wiedzę, wypuścili w świat i którzy właśnie obchodzą 30. rocznicę ślubu. Dziękuję!

„(…) Gucio, niegrzeczny chłopczyk, został zamieniony w muchę.

Mył się według obrządku much pod skałą cukru

I prostopadle biegał po jaskiniach sera.

Leciał przez okno w jarzący ogród.

I tam nieposkromione promy liści

Wiozły kroplę napiętą od nadmiaru tęczy,

Mszyste parki z krynicami światła rosły w górach kory,

Sypał się cierpki pył z giętkich kolumn w środku cynobrowych

kwiatów.

A choć trwało to nie dłużej niż od podwieczorku do kolacji,

Zawsze potem, kiedy miał prasowane spodnie i strzyżone wąsy,

Myślał, trzymając szkło z alkoholem, że ich oszukuje,

Bo mucha nie powinna rozmawiać o narodzie i wysokości produkcji.

Kobieta naprzeciwko była wulkanicznym szczytem,

Gdzie wąwozy, kratery i w kotlinach lawy

Ruch ziemi pochyla skręcone pnie sosen. (…)”

Zrobić coś

W tym samym czasie, kiedy w trakcie paryskiego tygodnia mody na pokazie Louis Vuittona modelki o chłodnych obliczach w geometrycznych parach zjeżdżały po ruchomych schodach, te u Chanel defilowały z torbami  inspirowanymi hula hop, a wybieg u Gaultiera zmienił się w dyskotekę z lat 80. – Bastylią zawładnęła MODA POLSKA. Jak zapowiadano w poprzednim poście, w ostatnią sobotę września do Paryża ściągnęły RE:produkcje wydarzenie na mniejszą skalę niż Fashion Week, ale prezentujące jakość i pomysły przyciągające nie tylko Polaków (a w szczególności Polki) mieszkających w Paryżu,ale również słynących z dobrego gustu i wyczucia smaku (i tym razem to nie jest stereotyp na ich temat)  paryżan.

RE:produkcje zostały zorganizowane i przywiezione do Paryża przez dwie drobne kobietki o mocnych charakterach, z których jedna jest moją koleżanką z czasów studenckich-tym milej było mi więc znaleźć się w doskonałym towarzystwie ekipy młodych i zdolnych projektantów, których prace jak do tej pory miałam okazję oglądać wyłącznie przez internet.

Na żywo, dotykając, przymierzając, wąchając (!) ubrania, biżuterię, torby – wszystko zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Są pomysły, jest świeżość, energia i przede wszystkim doskonałe materiały i precyzja wykonania.

Przy wielu stoiskach spędziłam długie minuty, wybierając i (co sprawiło mi największą przyjemność) wymieniając się informacjami ze spotykanymi ludźmi, ale serce zostawiłam Kindze z to cut sth, która z pięknych skór szyje (wykrawa?) torebki i przede wszystkim bransoletki. Bransoletki, które są czymś więcej niż zwykłą ozdobą. Inspirowane kobietami – zmysłowe, oryginalne, przewrotne (dosłownie) delikatne i mocne jednocześnie, przypominają, mam wrażenie, samą projektantkę.

Polscy artyście wyjechali z Paryża z większym lub mniejszym entuzjazmem, ale fantastycznie, że doszło do takiej wymiany i życzyłabym sobie regularnie tego rodzaju spotkań. Wielkie podziękowania i gratulacje za wprowadzenie pomysłu w życie należą się Agnieszce, która na co dzień zajmuje się filmem, za wyobraźnię i ochotę!