Samedi a la cinematheque

by cherryfull

IMGP9778

W moim rodzinnym miasteczku dawniej były dwa kina: Sokół i Sputnik. W Sputniku obejrzałam dwa pierwsze w swoim życiu filmy, filmy, które, pamiętam, zrobiły na mnie potężne wrażenie. Były to „Niekończąca się opowieść” (do dziś pamiętam strach pomieszany z uwielbieniem dla wielkiego latającego psa) i „Akademia Pana Kleksa” ze sceną ataku wilków na zamek. Czasy były trudniejsze, ale kina były dwa i w piątkowe wieczory sale przynajmniej do połowy pełne. Dziś zostało jedno kino Sokół i ukłony tym, którzy siłą woli czy rozpędu utrzymują je przy życiu, bo luksusem jest pięciu widzów na nieogrzewanej sali, a w zeszłym roku w pamięci zapadł mi seans, kiedy film „O północy w Paryżu” oglądały tylko dwie zmotywowane kinomanki moja mama i ja. Może gdyby na sali było cieplej?

Teraz, kiedy mieszkam w Paryżu-mieście setek niezależnych kin, wszelkich festiwali i festiwalików filmowych, jedyne na co mogę narzekać, to niedobór wolnego czasu, bo gdybym miała nieskończoną jego ilość, to przynajmniej połowę spędziłabym w miejscu, gdzie po księgarni, bibliotece i kawiarni najłatwiej przetrwać szarą, wilgotnie chłodną, deszczową zimę w mieście, czyli w Cinematheque Francaise. W kinotece jest wszystko. Cały film, cała kinematografia. Codziennie od południa do wieczora można wybierać w prezentowanych przeglądach i retrospektywach i wystawach. Do nastroju, pogody, pory dnia można sobie dobrać seans lub wybierać na chybił trafił odkrywając w ten sposób nieznane kinematograficzne lądy. Co miesiąc zmienia się kolekcja prezentowanych tematów, zbliżeń na sylwetki reżyserów, aktorów, dorobku filmowego różnych państw. Ani jedna ani dwie, ani pięćdziesiąt zim nie wystarczy, by nadążyć za wszystkim propozycjami, a do tego dochodzą łatwo dostępne archiwa i biblioteka do oglądania,przeglądania i odkrywania. Luksus. Każda wizyta pozostawia mnie z uczuciem niedosytu. I dobrze, bo to część przyjemności, że mogę wrócić, kiedy chcę, że to przyjazne miejsce na mnie czeka. że jestem w klubie ludzi, którzy tak samo lubią spędzać chłodne soboty, że razem wyruszamy w podróż (ostatnia odbyła się na Haiti, dzięki doskonałej, onirycznej komedii „Les Naufrages de l’ile de la Tortue” słabo znanego nie tylko w Polsce, ale także  Francuzom Jacques Rozier). A po seansie lub przed nim kawa. Albo obiad, albo kolacja, bo przez cały dzień otwarta jest kawiarnia i restauracja, dla tych którzy więcej czasu spędzają w kinotece niż w domu.   Nawet jeśli będziecie w Paryżu tylko przejazdem, to wpadnijcie na film albo dwa.

La Cinematheque Francaise                                                                                              51 rue de Bercy, Paryż 12                                                                                                     metro Bercy linia 6 i 14.                                                                                          Jednorazowy bilet 6.5 euro.

IMGP9773

IMGP9776

IMGP9770

photo-Les-Naufrages-de-l-ile-de-la-Tortue-1974-1Pierre Richard w „Les Naufrages de i’ile de Tortue”

Reklamy