Poeta o twarzy długiej jak jajko

by Karolina

IMG_20130217_145212

A w Paryżu 1903 roku:

” Kiedy młody wychowanek szkoły jezuickiej i skromny adept literatury Andre Billy, wszedł do podziemia kawiarni „Soleil d’Or’ położonej na rogu bulwaru Saint-Michel, w najbliższym sąsiedztwie Sekwany, było tam ciemno od tytoniowego dymu i tak tłoczno, że z trudem znalazł miejsce przy stoliku zajętym już przed dwu młodych ludzi o rozwichrzonym, zdecydowanie poetyckim wyglądzie. Rozejrzał się – ani jednej znajomej twarzy. Niewielu miał znajomych w Paryżu, a już najmniej w środowisku artystycznym. Jest tu zaledwie od kilku miesięcy i pracuje cichaczem nad powieścią, oczywiście autobiograficzną, której tematem jest dzieciństwo wychowanka szkoły jezuickiej w Amiens. Marzą mu się literackie laury, ale tymczasem nie dojada, zarabia jakieś grosze pracą w kantorku, żywi się kawą i rogalikami, włóczy godzinami po Paryżu, wyczytując książki rozłożone u bukinistów i na ladach z nowościami księgarskimi przy Wielkich Bulwarach. Mimo ubóstwa życie to wydaje mu się wspaniałe i za najlepszą pensję nie oddałby obfitości wolnego czasu, jaki ma do rozporządzenia w tym niezwykłym mieście. (…)

Do kawiarni „Soleil d’Or” sprowadziły go sentymenty poetyckie. Tu recytuje się wiersze, tu zbierają się młodzi poeci, tacy, którzy otrzymali już pierwszy chrzest bojowy druku. Ci, którym się powiodło. Powodzenie – wspaniałe słowo! Billy pragnie go z całych sił swojego dwudziestoletniego istnienia. (…) Po gromkich oklaskach, jakimi zebrani żegnają recytacje Paul Forta poparte pełną wdzięku gestykulacją, w której swoistą rolę odgrywa czarna peleryna i rembrandtowski kapelusz z szerokim rondem, wchodzi na podium Apollinaire, jeden z młodych , który zwrócił już na siebie  uwagę poematami drukowanymi w „La Revue Blanche” i „L’Europeen”. Mimo że ma zaledwie dwadzieścia trzy lata, nie wygląda na tak wiele młodszego od swojego poprzednika. Średniego wzrostu, ale ciężki, mocno zbudowany, ubrany jest w angielski tweedowy garnitur, bardzo już dwudziestowieczny w stylu, który nosi z elegancką nonszalancją, ręce ma pulchne, białe i kształtne. Kiedy ciężko wspiera się jedną dłonią o powierzchnię fortepianu i na wpół odwrócony do ściany, z zamkniętymi oczami zaczyna recytować swoje wiersze, w pierwszej chwili monotonia jego deklamacji odstręcza i wydaje się trudna do wytrzymania, tak męczy i wymaga, tak jest intymna. Ale to ubóstwo środków wciąga, porywa, mobilizuje uczuciowo, czyniąc liryzm słowa bardziej nagim i rozdzierającym. Pobladła twarz, długa jak jajko, z czarnymi przecinkami brwi, ciężkimi powiekami, drobnymi ustami i długim nosem, twarz jakby trochę zdegenerowana genialnego chłopca, przykuwa uwagę, każe zamilknąć hałaśliwej sali.”

Julia Hartwig  „Apollinaire”

La_muse_inspirant_le_poète                                        La muse inspirant le poète, H. Rousseau

Reklamy