Daleko od szosy

Ten blog poświęcony jest miastu, ale żeby obserwować je z wigorem i zainteresowaniem, należy od czasu do czasu się od niego oddalić, opuścić, spojrzeć na nie z innego punktu widzenia i zdefiniować je od nowa, często poprzez opozycje. Jeśli umieścić by Paryż na jednym biegunie, to na drugim znajdzie się wszystko to, co dotyczy regionu położonego w centralnej Francji – Creuse, miejsca, gdzie spędziłam kilka ostatnich dni.

Czy to z powodu mojego dalekiego od perfekcji akcentu, czy też z powodu niedostatecznej wiedzy na temat geografii swojego kraju, grunt, że żaden ze znajomych Francuzów w Paryżu, nie zrozumiał za pierwszym podejściem, dokąd się wybieram. Kiedy wymawiałam nazwę Creuse, szybko z entuzjazmem podejmowali temat rejsów promami po Morzu Śródziemnym, aż do momentu, kiedy udawało mi się wcisnąć małe sprostowanie, że to nie o croisiere mi chodzi, ale o Creuse – region oddalony o 250 kilometrów od Paryża, gdzie jest kilka jezior, rzeka i nie, nie ma morza. Ah bon odpowiadali znajomi z konsternacją. entuzjazm z gwałtownością z jaką się wzniósł, opadł, a oni przekonani,że zostałam do tego wyjazdu zmuszona przez moich bliskich, gotowi mi byli współczuć i wybawić z opresji. Bo na temat Creuse we Francji panuje najwięcej niesprawiedliwych stereotypów. A ja świadomie wybrałam to miejsce na kilkudniowy odpoczynek i nie mogłam się go wprost doczekać, bo wiedziałam że znajdę tam to wszytsko, czego na co dzień brakuje mi w Paryżu. A zatem, oto co znalazłam tam, czego nie mam tu.

Przestrzeń. Creuse to najmniej zaludniony region we Francji. Od wieków życie toczy się tu wokół i dzięki rolnictwu. Od 200 lat mieszkańców regionu stopniowo ubywa, nie ma dużych miast,autostrad, krajobrazów industrialnych. Są za to rzadko rozsiane miasteczka, wsie i połacie niezamieszkanej przestrzeni.

Natura. Ona tutaj rządzi. Rytm życiu nadają prace związane z uprawą ziemi, hodowlą zwierząt, pór roku, pogody. Mieszkańcy są przyrodzie zupełnie podporządkowani, a ona odpłaca im się pejazażem tak pięknym i zróżnicowanym – lasami, jeziorami, potężną rzeką wijącą się krętymi gardłami przez cały region, wyżynami, dolinami, polami, że wygląda, jakby natura podarowała człowiekowi wszystko, co ma najlepszego, wymagając jednocześnie całkowitego poświęcenia.

Skromność. Creuse, to jeden z najbiedniejszych regionów we Francji. Ludzie żyją tu z rolnictwa, głównie hodowli bydła, i od niedawna z turystki (choć podobno ten sezon był najsłabszy od kilku lat). Poza przyrodą i spokojem nie ma tu wielu atrakcji, które przyciągałyby turystów. Ani wina, ani sery z tego regionu nie mogą konkurować z tymi z sąsiednich. Miasteczka nie wyróżniają się niczym szczególnym ani pod wzgęldem architektonicznym, ani animacji kulturalnej. Ludzie zajęci pracą, silnie połączeni więzami rodzinnymi, nie szukają kontaktu z obcymi. I właśnie te wszystkie cechy w moim mniemaniu stają się zaletami tego miejsca, które od kilkunastu lat przyciąga swoją bezpretensjonalnością podobny typ ludzi. Nieśmiali i zachowawczy mieszkańcy Creuse koegzystują z szukającymi spokoju i prostoty ( która w czasach mody na wszystko co wiejskie, eko, bio, rustykalne itp itd, stała się bardzo trudna do osiągnięcia). Tutaj pomidor jest po prostu pomidorem i nikt nie zachwyca się nad tym, że pachnie, że ma nieregularny kształat i smak. Lokalni z politowaniem kręcą głową nad tymi którzy w ekstazie je fotografują, wąchają, dotykają, bo co niezwykłego jest w pomidorze?!

Dystans. Począwszy od fizycznego dystansu między ludźmi, który jest o wiele większy niż w przepełnionej linii 4 metra , którym podróżuję dwa razy dziennie (gdzie, udając,że to normalne oglądamy twarz przypadkowego współpasażera z odłegłości 1 centymetra) przez dystans w zachowanich ludzi między sobą, bo na serdeczność i przyjacielski ton należy tu sobie zapracować, po ogólny dystans do życia, a tym samym siebie samego ułatwiający obiektywne spojrzenie, tworzą się odpowiednie proporcje od których o krok od harmonii.

Wszystko to brzmi jak sielanka?  Oczywiście nie ma tu na nią miejsca. Z jakichś powodów Creuse jest Wąchockiem Francji. Nuda, zaściankowość, ograniczenia – tymi słowami też można by tę część kraju opisać. Ale nie na moim blogu. Było mi tam dobrze. Domy z kamienia wyglądają solidnie i przyjaźnie. Czuję że wyjechałam stamtąd, by nabrać sił, pewności i inspiracji, a kiedy będę gotowa, to wrócę i znajdę swoje miejsce.

Tymczasem Paryż przywitał mnie na dworcu Austerlitz delikatnie – ciepłym wieczorem i pięknym zachodem słońca.

Odbiór.