Paryż z Lotu Ptaka

blog kulturalno-turystyczny, w dni parzyste praktyczny, w nieparzyste romantyczny

Kategoria: Wystawy, koncerty, przedstawienia

Moriarty

Zamiast tekstu, skrawek koncertu. Moriarty słucham i śledzę od kilku lat. Grają razem od 15, zasłużony rozgłos zyskali zaledwie 4 lata temu. W tym miesiącu grają kilka koncertów w Paryżu, na jeden z nich się wybieram i niecierpliwiąc się i przygotowując do tego, nauczyłam się na pamięć wszystkich dostępnych na youtube wideo. Film poniżej z wiadomych względów jest moim ulubionym. Czerwona szminka, przystojny basista, romantyczne fanki i piękna długowłosa Jemma z Australii, która  oprócz przeprowadzania kontrabasu przez labirynt półek z książkami, długi czas organizowała życie kulturalne Shakespeare and Company, a teraz dowodzi festiwalem literackim w Sydney-Sydney Writers’ Festival, a z którą inspirujący wywiad o kolekcjonowaniu książek możecie przeczytaćtutaj (przy okazji polecam cały ten blog!) to zaledwie kilka powodów dla których powinniście to obejrzeć. Problem w tym, że film jest krótki, a będziecie chcieli więcej!

Z ciepłego i deszczowego Paryża dla was:

 

Reklamy

Początek/Que faire

Udajmy, że całej tej długiej przerwy nie było. Ja nieśmiało spuszczę oczy zawstydzona, wy uprzejmie przemilczycie. Paradoksalnie, niepisanie o Paryżu spowodowane było nadmiarem miasta w moim życiu. Wszystko się rozrosło-jego rozmiary, polifonia, moje zaangażowanie, potencjał i jego wykorzystanie. Tylko ilość wolnego czasu, by to opisywać się skurczyła. Kontaktu z blogiem, tym samym z Wami bardzo mi brakowało. Zatem wykorzystując zebrany na wakacjach w pięknej Dordonii zapas sił i energię emanującą z kolejnego rentree , zapraszam Was na krótki przegląd tego, co we wrześniu w mieście słychać. Bo jeszcze lato, ale już nie.

1. W Fondation Cartier pour l’art contemporain  przedłużenie wakacyjnego hitu, jakim jest wystawa australijskiego rzeźbiarza Rona Muecka. Hiperrealistyczne postaci uwiecznione w mniej lub bardziej codziennych momentach. Ich nadnaturalne rozmiary, zmieniają naszą skalę reakcji na uchwycone momenty. Imponujący sukces, więc wystawa przedłużona do końca października.

In_Bed_by_Ron_Mueck

2. W Oranżerii wystawa poświęcona marszandowi sztuki, poecie i mechanikowi samochodowemu Paul Guillaume, który na początku XX wieku był jednym z najaktywniejszych propagatorów  modernizmu. Ekspozycja prezentuje obrazy pochodzące z jego kolekcji : Picasso, Matisse, Modigliani to tylko niektóre nazwiska z tego zbioru.

ora_4_03-012240

3. Musee du qui Branly po raz czwarty organizuje Photoquai: biennale fotografii współczesnej spoza Europy. Wystawa 40 artystów z całego świata udostępniona jest za darmo w ogrodzie muzeum i wzdłuż Sekwany.

anisul_hoque_mohammad_01-393x262

4. Lato się kończy, ale ciepłe wieczory jeszcze nie. Nadchodzące można spędzić  oglądając krótkie metraże na świeżym powietrzu. Największy tego typu festiwal we Francji właśnie się rozpoczął. Festival Silhouette trwa do 8 września, projekcje pod gołym niebem w parku  Butte du Chapeau Rouge, Paryż 19.

5. Film na który czekam to Życie Adeli, laureat tegorocznej Złotej Palmy w reżyserii  Abdellatif Kechiche’a, który nikogo, kto już go zobaczył, nie pozostawił obojętnym. Premiera bardzo niedługo.

A do tego, o każdej porze roku, 7 dni w tygodniu zapraszam do księgarni, w której pracuje, gdzie, jak zawsze we wrześniu, apetycznie: mnóstwo literackich nowości, nowy cykl spotkań z autorami (9 września kolejny sezon otwieramy wieczorem poświęconym Wielkiemu Gatsby. Po spotkaniu koncert jazzowy. Wstęp wolny, początek o 19.), nowi mieszkańcy…o czym wkrótce. Mam nadzieję. Odbiór.

1003217_10151659235082423_2127401282_n

Wrześniowa gorączka

Z początkiem września do Paryża zawitała  nowa energia. Od tygodnia miastem rządzi słowo la rentree, które używane jest prawie wyłącznie we wrześniu, w kontekście powrotu nie tylko do szkoły, ale także powrotu do wszystkich innych aktywności. Paryżanie wracają do pracy, w metrze zrobiło się ciaśniej, w dystrybutorach pojawił się, po wakacyjnej przerwie, nowy numer A Nous Paris, wieczory zapadają szybciej, a poranki witają chłodem. Mieszkańcy stęsknieni za swoim miastem ze zdwojoną energią zabierają się za nowości w kinach, teatrach i księgarniach.

Przyłączając sie do ogólnego podekscytowania, przedstawiam mini przegląd paryskich nowin i wrześniowych propozycji kulturalnych.

1. W trakcie wakacji miłośnicy rive gauche czyli lewego brzegu Sekwany podskoczyli z radości po elektryzującej wiadomości ogłoszonej przez paryskie merostwo. Na wiosnę 2013 odcinek wzdłuż rzeki między Muzeum Orsay a mostem Alma zaprezentuje zupełnie nowe oblicze. Zostanie całkowicie zamknięty dla ruchu samochodowego i udostępniony pieszym, cyklistom i rolkarzom. Już sobie siebie wyobrażam mknącą  na rowerze w pierwszy wiosenny dzień, bez strachu, że za chwilę kiepsko skończę pod kołami znerwicowanego paryskiego kierowcy. Z taką perspektywą przetrwam nawet najdłuższą zimę. Vive le Velib’! (Swoją drogą, o tym praktycznym systemie wypożyczania miejskich rowerów na krótkie przejażdżki muszę napisać osobną rozprawę.)

2. W bliższej perspektywie planuje kilka wycieczek wokół Paryża. Zakładając, że lato nie opuściło nas jeszcze przez chwilę, kolejną niedzielę przeznaczę na wyprawę na jedną z plaż usytuowanych na zalewach na Sekwanie w regionie Seine-et-Marne. Do wyboru Jablines-Annet lub Vaires-Torcy. 40 minut podmiejskim pociągiem i z serca Paryża przenosimy się na łono natury. Park, centrum ornitologiczne, woda, rowery wodne, kajaki, babie lato… W dodatku (to kolejny prezent od władz miasta w nowym sezonie) jako szczęśliwa posiadaczka biletu miesięcznego czyli słynnego paryskiego Navigo, dostanę się tam bezpłatnie, bo od początku września w weekendy w regionie paryskim przestaje obowiązywać podział na strefy!

3. Na pewno zdążę jeszcze na wystawę fotografii wspaniałej węgierskiej artystki Evy Besnyo (to jej zdjęcie znajduję się na wstępie tego postu), która od kilku miesięcy ma miejsce w Jeu de Paume. Zostały już tylko dwa tygodnie.

4. A spóźniając się na jedną wystawę, nie mogę się doczekać kolejnej. W Grand Palais pod koniec września zaczyna się przebogata retrospektywa przemierzająca epoki, style, artystów pod tytułem BohemesI już sobie wyobrażam ile tam inspiracji i zachwytów na mnie czeka. Kto będzie w tym czasie na miejscu niech zajrzy koniecznie!

Założę się, że w każdym innym mieście również czuć tez rześki powiew oznajmiający nadejście (kulturalnej) jesieni.

Odbiór.

Lato w mieście vol. 3

Z całego wachlarza paryskich muzeów najchętniej odwiedzam te z drugiego i trzeciego szeregu. Takie, do których trafia się przypadkiem – przechodząc obok, o których ktoś kiedyś wspomniał, nie będąc pewnym, w jakiej części Paryża ono się znajduje, które objawiają się po dłuższym pobycie w mieście, kiedy kończy się już lista powszechnie polecanych miejsc do zobaczenia.

W kolejce do opisania czeka muzeum lalek, muzeum Edith Piaf prowadzone przez jej dawnego znajomego w prywatnym mieszkaniu, urocze i zabawne muzeum erotyzmu w okolicach Moulin Rouge, z nim rymuje się muzeum romantyzmu itd. itd…A w każdym z tych miejsc czeka ktoś, kto gotów opowiadać godzinami o szczegółach, anegdotach, ba! o całym wszechświecie danej ekspozycji, a ja zawsze z przyjemnościa w takie rozmowy nurkuję.

Ale przyznam, że w te upalne sierpniowe dni, kryterium, które przyjęłam przy wybieraniu miejsc do odwiedzenia zamyka się w pytaniu, czy na miejscu jest park, najlepiej ogród, a najlepiej pusty!

I choć trudno uwierzyć, dwie minuty od bulwaru Saint Germain istnieje takie miejsce. Muzeum poświęcone romantycznemu malarzowi francuskiemu – Eugene Delacroix znajduje się w domu, w którym artysta spędził ostatnie siedem lat życia. I choć bardziej od  malarstwa podobaja mi się pisane przez niego dzienniki, to oglądanie obrazów i rycin w ich „domu” nadaje im dodatkowych walorów.

Do muzeum wchodzimy przez spokojny, prywatny dziedziniec, przechodząc przez sale wystawowe które dawniej były mieszkaniem malarza, dochodzimy do schodów łączących je z wybudowanym w ogrodzie atelier. A w samym ogrodzie krzew figowy, na którym właśnie dojrzewają owoce – kto znajdzie się tam za dwa tygodnie zabierze ze sobą, oprócz wrażeń estetycznych, aromatyczną fige. Resztę zostawiam Wam do odkrycia. Podobno bez Delacroix nie byłoby impresjonistów.

P.S.1 Fragment obrazu z pierwszego zdjęcia to obraz Leona Riesenera Portrait de Madame Leon Riesener, a cytat pochodzi z powieści V. Nabokowa Maszeńka (opowiadanie tak ładne i nostalgiczne jak imię tytułowej bohaterki).

P.S.2 Po ostatnich zawirowaniach jakim uległy statystyki odwiedzin mojego Ptaka chciałabym podziękować: po 1. wszystkim którzy znaleźli się tu (nie) przypadkiem i zostali zanim wspomniała o mnie Asia, po 2. Asi ze Styledigger za przemiłe słowa, rekomendację i tartę cytrynowo-śliwkową zjedzoną na spółkę w Latającej Mrówce, z niecierpliwością czekam na jej londyńskie opowieści, po 3. wszystkim nowo przybyłym odkrywcom.

Zabrzmiało jak przemowa przy odbieraniu Oscara ale cóż mogę…La vie en rose. Odbiór.

Lato zaczyna się od piosenki

Chmurne stalowe spojrzenie, karminowe usta, czerwona sukienka: Rosemary – to ona wprowadziła mnie w lato. Spiritus movens bluesowo-folkowej grupy Moriarty. Stanęła na scenie i śpiewem rozpędziła chmury, wywołała słońce, które zwabione muzyką, zostało na cały czas trwania koncertu i wydobyło z Rosemary cały jej blask, ociepliło spojrzenie.  Artystka zdradziła, że zespół obchodzi 18. rocznicę poznania i 17. istnienia. Poznali się na chodniku, słuchając  ulicznego zespołu, 21 czerwca podczas Fete de la Musique – święta muzyki, dnia kiedy wiosna zmienia się w lato, a cała Francja wychodzi na podwórka, rynki, ulice, do parków, do lasów z piosenką na ustach, by uczcić radosną zmianę w przyrodzie najpiękniej jak można – muzyką.

Pomysł zainspirowany przez jednego człowieka, Joel Cohena, przez ponad 30 lat ewoluował w międzynarodową inicjatywę, a tu, we Francji, jest to jeden z najbardziej oczekiwanych dni w roku, kiedy wzdłuż i wszerz odbywają się koncerty – od wielkich, plenerowych do  jednoosobowych przy barowych stolikach.

Muzyka jednoczy i łagodzi obyczaje, to widać było na każdym kroku. 21 czerwca wieczorem Paryż przystanął na chwilę, by ruszyć do tańca: rozśpiewany, uśmiechnięty, z butelką wina w dłoni, nie zasnął przez całą noc i wziął w ramiona wszystkich, którym muzyka tego dnia wypełniła serca.

Pochmurne, dżdżyste, parne, zielone, moje pierwsze paryskie lato już tu jest, a mnie się śni sen na jawie…

Czerwona sukienka przy fortepianie

Wczoraj, na koncercie francuskiej pianistki Lydie’i Solomon sama artystka skutecznie odwróciła uwagę od muzyki. Nie spodobało się to koneserom wśród zgromadzonej publiczności. Zdarzyło się nawet, że  jeden z nich wyszedł, sycząc pod nosem. Być może miał rację. Przez cały koncert nie skupiłam się na muzyce nawet przez minutę. Myślałam o sukienkach Lydie, które zmieniały się kilka razy w trakcie krótkiego recitalu. Ile w tym występie osobowości, a ile kreacji – nie wiem, ale cokolwiek artystce w duszy gra, z pewnością zadziałało to na większość publiczności, która wywoływała pianistkę do bisów trzy razy. Zestawienie czerwieni z czernią zawsze się sprawdza.

Może do entuzjastycznego wyboru przyczynił się intymny nastrój Theatre de l’Ille Saint Louis, magicznego miejsca, o którym opowiem przy innej okazji….

Teraz posłuchajcie, to znaczy popatrzcie.

Jej strona.