Między Maltą a Stalingradem

Wsiadamy w metro numer 2, linia niebieska. Dojeżdżamy do wiaduktu, z którego rozciąga się widok na kanał Saint Martin i mimo,że do Montmartre stąd tylko 10 minut, to wiadomo,że  należy wysiąść tutaj. Stacja Stalingrad.

Wiosna w pełni. Zieleń się umacnia, a temperatury takie, jakie o tej porze roku na Malcie (gdzie własnie kończy się sezon na pomarańcze, a zaczyna na truskawki). I nie tylko pogoda i dominujący kolor błękitny przypominają mi  o poprzednim miejscu zamieszkania, bo aluzji jest  więcej. Możliwość przeprawy łodzią z jednej strony kanału na drugi -mimo że trwa 20 sekund – przywodzi na myśl niebieski (także od spalin) promik przewożący turystów z brzegu Sliemy do Valetty, ludzie piknikujący na nabrzeżu – atmosfera  plażowania, jest nawet wędkarz,w niemodnym swetrze,skupiony na swoim zajęciu w środku miasta i tak samo wyrwany z kontekstu, jak Ci na promenadzie w Gzirze, kto był, ten widział.

To wszystko dzieje się w dzielnicy XIX, nie cieszącej się najlepszą opinią, i o ile wieczorem rzeczywiście lepiej przemknąć tędy bez nawiązywania kontaktu wzrokowego z przypadkowymi przechodniami,to w ciągu dnia rejon, skupiony wokół końca kanału, rotundy i kina MK2, tętni życiem i energią.

Oprócz  wymienionych uroków, mieszkańców przyciągają w to miejsce niedrogie kawiarnie i bary usytuowane na całej długości kanału, a francuska sieć kin MK2 ma tu chyba swoje najładniejsze i najoryginalniejsze kino-8 sal znajduje się  po dwóch stronach kanału i to właśnie między nimi kursuje przywołany wyżej mini prom (rejs gratis).

Na koniec rotunda. Budynek, w którym w XVII i XIX wieku znajdował się punkt kontroli celnej i rejestracji wwożonego do Paryża bydła i koni. A dziś mieszczą się tu 3 ciekawe bary i jedna krowa.

Kanał St. Martin jest długi i malowniczy, więc będzie jeszcze o nim nie raz. O Malcie pewnie też.

Tymczasem, po zejściu do metra, choć trudno uwierzyć, pierwszą reklamą,jaką zobaczyliśmy, była ta, która zaprasza nas na wakacje … La vie en rose

Reklamy