Paryż z Lotu Ptaka

blog kulturalno-turystyczny, w dni parzyste praktyczny, w nieparzyste romantyczny

Tag: spacery w Paryżu

Rue du Temple

IMGP0332

Istnieją w Paryżu takie ulice, które są jak kości tego miasta, tworzą jego szkielet. Łączą czasami diametralnie różne jego części, czyniąc z niego ( i za co je tak kochamy) spójną całość. Jedną z takich ulic jest Rue du Temple. Uwielbiam ją.

Jedna z najstarszych w Paryżu (wiele budynków stoi tu od XV, XVI wieku), łączy ze sobą dzielnicę 3 z 4. Zaczyna się w okolicach Hotelu de Ville i BHV, przeprowadza nas arcyciekawym spacerem przez rozwibrowane szczególnie w weekendy Marais i prowadzi w stronę Beaubourg, zgrabnie kończąc się na placu Republiki. Rue du Temple inspiruje równie intensywnie w gwarną i zatłoczoną sobotę, jak i wieczorami w tygodniu, kiedy pustoszeje kompletnie.

Lubię tę ulicę tak bardzo głównie za kontrast, za to, że miesza się tu absolutnie wszystko ze wszystkim. Paryski szyk i wyrafinowanie funkcjonuje obok obdrapania i zaniedbania, turyści wtapiają się w tłum paryżan, nowe, atrakcyjne kawiarnie, bary, butiki sąsiadują ze sklepami, które swój adres mają tu od 100 lat, obcy poczuje się siebie. Przez lata rue du Temple znana była głównie dzięki znajdującemu się tu zagłębiu tanich hurtowni biżuterii i drobnej konfekcji, które do dziś można tu znaleźć, ale w najbliższej okolicy mieszczą się również jedne z najładniejszych i najciekawszych muzeów usytuowanych w imponujących rezydencjach (francuskich hotel) m.in.: Muzeum Judaizmu, Muzeum Picassa, Muzeum Historii Francji. Jest brzydko i pięknie, tradycyjnie i nowocześnie, inspirująco i odstraszająco jednocześnie. Myślę, że idealną metaforą atmosfery tu panującej jest sam krajobraz, gdzie zza średniowiecznych,wąskich, ciemnych kamienic z XV wieku wyzierają futurystyczne kształty i kolory muzeum Pompidou, znajdującego się bezpośrednim sąsiedztwie. Z turystycznego punktu widzenia, szczególnie dla osób, które spędzają w Paryżu tylko jeden weekend, dodatkowym walorem tej okolicy, jest fakt, że w przeciwieństwie do innych części miasta, większość sklepów, restauracji, barów (a jest w czym wybierać) jest otwarta w niedziele (przeważnie od 14.00). Warto wsłuchać się w bijące tu bardzo wyraźnie tętno miasta.

P.S. Nie byłabym sobie, gdybym nie poleciła jednej z niewielu znajdujących się w okolicy księgarni. Maleńka, (ale wybór dość szeroki) o oryginalnej nazwie I love my blender (36 rue du Temple) proponuje książki po francusku i angielsku, a do tego mnóstwo kuszących artykułów papierniczych i miły właściciel.  Poza tym całe morze ciekawych adresów do odkrycia zostawiam WAM!

Odbiór.

IMGP0329

IMGP0316

IMGP0356

IMGP0324

IMGP0322

IMGP0309

IMGP0327

IMGP0314

IMGP0353

Mały park, dużo radości

IMGP0201

Na styku dwóch bardzo ruchliwych alei F. Roosevelt i  Cours la Reine, zaledwie pięć minut od Champs Elysee można się natknąć na miłą niespodziankę. Wciśnięty między Musee de la Decouverte i Grand Palais znajduje się maleńki i łatwy do przeoczenia acz bardzo nietypowy park, skwerek właściwie. Pół metra pod poziomem ulicy mieści się miejsce zwane La Valee Swiss.  A ponieważ francuska wiosna jest już tuż tuż i budząca się przyroda zarzuca na nas, jej spragnionych, sieci, to przechodząc tą trasą nie wiem, który  już raz, zwróciłam na to miejsce po uwagę po raz pierwszy i oczywiście spotkała mnie tam przeurocza niespodzianka. Schodząc kilkoma kamiennymi schodkami w dół, nie oddalając się d ruchliwej ulic ani od metr nagle znajdujemy się w innej dzikiej (!) przestrzeni. Maleńka przystań, oaza spokoju w środku metropolii. Kilka drzew (m.in. klon, bambus, drzewko cytrynowe), bluszcz, lilie staw,wodna kaskada skały, trzy ławki i kilka ptaków i już! Tyle wystarczy, by sezon wiosenny 2013 uważać za rozpoczęty! Spacerując między Pałacem Inwalidów a Champs Elysee nie przeoczcie tej perełki.

IMGP0195

IMGP0197

IMGP0223

IMGP0232

IMGP0234

Kangourou on a deja vuuuuu

Kangura już widzieliśmyyyyyy, to zdanie (z komicznie przeciągniętą ostatnią sylabą) usłyszałam dziś z ust kilkuletniego chłopca w samym centrum Paryża. Chłopiec odhaczał swoją listę zobaczonych zwierząt. A gdzie w Paryżu w jednym miejscu można zobaczyć kangury, orangutany, żółwie, krokodyle i wiele, wiele innych? W La Menagerie, zoo du Jardin des Plantes. Najstarsze w Europie zoo mieści się tu od 1794 roku i stanowi część pięknego ogrodu botanicznego Jardin des Plantes. Dla mnie, tropicielki przyrody w wielkim mieście, ten park jest jednym z ulubionych paryskich miejsc. Otwarty dla zwiedzających w XVII wieku przez długi czas był jednocześnie centrum badań botanicznych i do dziś spełnia swoją funkcję dydaktyczną. Mieści się tu Muzeum Ewolucji, Muzeum Panteologiczne, Entomologiczne i Minerałów. Poza tym po parku rozsiane są liczne ogrody ziołowe, warzywniaki, oranżeria, hotel dla pszczół (!), labirynt, liczne rzadkie okazy drzew i i mnóstwo tajemniczych i przytulnych zakątków.

No i to zoo. Zaskakuje bogactwem zgromadzonych gatunków i terenem, jaki zajmuje, zważając, że znajduje się w ścisłym centrum miasta. Zwierzęta trzymane są w godnych warunkach, nie wszystkie mają przestrzenie porównywalne do tych na których żyją ich dzicy krewni, ale pamiętając,że wiele z nich już w którymś pokoleniu rodzi się w takich warunkach, nie wydają się być pokrzywdzone. Zawsze dość sceptycznie podchodziłam do pomysłu gromadzenia różnych gatunków zwierząt ku naszej uciesze i rozrywce, ale dziś widząc rozpalone policzki i błyszczące oczy rozentuzjazmowanego chłopca widzącego pierwszy raz kangura na żywo, zdałam sobie sprawę, że dla tego małego paryżanina taki kontakt z naturą może stać się przyczynkiem do głębszego zainteresowania i rozbudzenia na nią wrażliwości.A poza tym menażeria jest już zabytkiem kultury i architektury podobnie jak cały Jardin des Plantes.

Po kilku wyjątkowo deszczowych weekendach i wczorajszych 12 godzinach mżawki i ulewy na zmianę, dziś wyszło słońce. Rozgrzało mokry park, w którym ziemia parowała, ptaki rozśpiewały się przeżywając swoją drugą wiosnę, rośliny  ostatni raz przed zimą zachwycają kolorami, aromatami i fakturami. Było pięknie.

A po spacerze warto zaliczyć jedną z bardzo lubianych przez Paryżan kawiarni. Wychodząc z parku wyjściem przy Muzeum Ewolucji znajdziemy się tuż przed najsłynniejszym w mieście meczecie  La Mosquée de Paris, gdzie oprócz łaźni żywcem wyjętej z baśni 100o i jednej nocy znajduję się restauracja i kawiarnia serwująca jedyną w swoim rodzaju herbatę miętową, którą w ciepły dzień można wypić na świeżym powietrzu siedząc pod niesamowicie aromatycznymi drzewami figi i jaśminu. Rozbudziłam fantazję? Mam nadzieję.

Odbiór!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tropem książki – BnF

Przygotujcie się na spacer-trasa między Saint Michel a Biblioteką Narodową im. Franacoisa Mitteranda obfituje w doznania. Zaczynając wyprawę na wysokości katedry Notre Dame, kierując się na wschód, wzdłuż rzeki najpierw zaliczymy liczne charakterystyczne budki bukinistów, które są jak skarbczyki z biżuterią – wydania kieszonkowe klasyków, rzadkie pięknie wydane okazy, dawne afisze, magazyny, płyty i gazety codzienne kuszą, by zanurkować w kolekcji, ale wyjątkowo ignorujemy zaproszenia, rzucamy tylko okiem i wędrujemy dalej. Idąc wzdłuż Sekwany, kilka minut za katedrą, po drugiej stronie bulwaru natkniemy się na centrum kultury arabskiej Institute du Monde Arabe, znajdujące się tam fascynujące zbiory to temat na osobny długi post, dziś tylko spoglądamy na fasadę i podążamy dalej prowadzeni linią rzeki. Po kilku minutach, po prawej stronie wyłoni się brama prowadząca do jednego z moich ulubionych parków Jardin des Plantes, gdzie o tej porze roku oprócz turystów najwięcej w nim studentów, szczególnie tych z pierwszych roczników, którzy właśnie zachłystują się początkiem roku akademickiego na jednym z największych francuskich uniwersytetów Paris VI , którego główny budynek – wieżowiec  Jussieu wyrasta z drugiej strony ogrodu. Do parku zajrzymy przy innej okazji. Mijając kilka skrzyżowań, wkrótce znajdziemy się przed dworcem Gare d’Austerlitz, gdzie warto zwrócić uwagę na turkusowy tunel wprowadzający nadziemną część metra (linia numer 5) w sam środek budynku. Zawsze robi to na mnie wrażenie i średnio za trzecim metrem wjeżdżajacym „w” dworzec zdaję sobie sprawę, że stoję w miejscu już od 20 minut i czas ruszyć dalej. Z mostu Charles de Gaulle usytuowanym tuż przy dworcu rozciąga się piękna panorama na coraz bardziej industrialną wschodnią część miasta, choć z drugiej strony majaczy jeszcze Notre Dame. A w dole tuż pod mostem stoi ciekawy budynek Institute Francaise de la Mode, na który warto zwrócić uwagę, poznacie go po ogromnej zielonej tubie zdobiącej jego północną stronę. W tym miejscu warto przejść na drugą stronę rzeki, by mieć możliwość spojrzenia z dystansu na panoramę, która wyłoni się za kilkaset metrów, bo już po kilku minutach marszu objawi się nam cacko francuskiej najnowszej architektury – BnF czyli budynek Biblioteki Narodowej.

O tym miejscu należałoby napisać esej. Fantastyczny surrealistyczny krajobraz, gdzie najdrobniejszy detal ma swoje uzasadnienie. Miejska przestrzeń, która jest przyjazna przebywającym w niej. Biblioteka skomponowana jest z czterech osobnych wieżowców – każdy z nich symbolizuje otwartą książkę a razem tworzą kształt prostokąta, który również może przywołać na myśl formę okladki. W każdym z nich wymyślny system rolet chroniących zbiory przed światłem słonecznym (ich układ, otwieranie i zamykanie skoordynowane jest z wędrówka słońca wokół budynków), ogród  w samym centrum, mediateka, kino, kawiarnie i bary tworzą atmosferę i życie toczy się przy BnF tak w dzień jak i wieczorami. Biblioteka powstała na zamówienie prezydenta Mitteranda w latach 90. i była częścią wielkiego, przez niego powołanego, projektu „unowocześniania” miasta, w którego skład wchodzi też słynny szklany łuk w La Defense, piramidy przed Luwrem, Muzeum Orsay i Park Vilette. Plan w tamtym czasie wzbudzał kontrowersje, ale dziś jest już klasycznym przykładem urbanistycznego rozwoju miasta. BnF jest miejscem spotkań, odkryć, przeżyć –  czuć tutaj energię.

A kiedy już zobaczycie, co należy, to zejdźcie schodami nad sam brzeg rzeki i wybierzcie sobie bar z którego pooglądacie zachód słońca, bo o tej porze dnia jest tu najprzyjemniej. Ja polecam Le Jardin (najbliżej do niego ze wschodniego skrzydła,poza tym specjalne pozdrowienia dla E., dzięki której to sympatyczne miejsce odkryłam).

Odbiór!

Dolce vita

Dzień rozpoczął się od dwóch cytryn, które dostaliśmy w prezencie, kupując warzywa i owoce – potem było już tylko słoneczniej. Po czterech tygodniach słoty (z czego dwa przypadły na wiosenne ferie szkolne, kiedy to frustracja we Francji sięgnęła zenitu) nareszcie zrobiło się ładnie. 1 maja każdy, kto nie świętował Dnia Pracy w pracy, wyszedł albo do parku, albo na manifestacje z tradycyjnym bukiecikiem konwalii w ręku, które na szczęście, mimo pogody pojawiły się na czas. Ulice Paryża opustoszały i kiedy trafiłam przez przypadek do Jardin du Luxembourg, zrozumiałam dlaczego – wszyscy już tam byli.

I nic w tym dziwnego, w takie słoneczne i świąteczne dni jak dziś, Jardin du Luxembourg stanowi jedno z głównych miejsc rekreacji i odpoczynku dla mieszkańców Paryża i turystów. Pezjaż miasta nie mógłby się obejść bez tego zaprojektowanego z wielkim przepychem parku. Usytuowany na styku Dzielnicy Łacińskiej, Saint-Germain-des-Pres i Montparnasse, Ogród Luksemburski, a w nim Pałac Luksemburski (w którym mieści się dziś siedziba senatu), został zaprojektowany i stworzony na zamówienie Marii Medycjeskiej na wzór ogrodu di Boboli i pałacu Pitti w jej rodzinnej Florencji. Prace nad budową parku rozpoczęły się w 1611 roku i trwały przez kolejne 20 lat. Jest to drugi największy park w Paryżu, każda jego część ma inny charakter,ale nawet w takie dni, jak dziś, kiedy miejsce przepełnione jest ludźmi stęsknionymi za słońcem i zielenią, można znaleźć ustronny zaułek i kontemplować przyrodę w samym centrum miasta.

Jak każdy paryski park, również ten przyjazny jest zarówno dorosłym jak i dzieciom. Dla tych pierwszych stworzono miejsca do gry w bule, szachy, tenisa, są również, porozsiewane po różnych zakątkach, kawiarnie; dla drugich stworzono ogromny plac zabaw (który dziś, wypełniony po brzegi amatorami zabawy do lat 10, wyglądał apokaliptycznie) stawy i fontanny, gdzie osobiście można spławić łódkę, tory dla wszelkich pojazdów napędzanych pedałami – jest w czym wybierać. Tylko uwaga, nie wszystkie trawniki można deptać! By poczuć kontakt z ziemią w pozycji horyzontalnej należy wybrać spore połacie do tego przeznaczone, do dyspozycji są również ławki i mnóstwo metalowych krzesełek i leżaków do przenoszenia z cienia na słońce i odwrotnie. Jest w tym parku coś takiego, że oprócz tłumu, otacza nas również uczucie spokoju i relaksu i czujemy, że – będąc tu nawet tylko przejazdem – przez chwilę należymy do paryskiego krwioobiegu, coś, co pozwala nacieszyć się nieprzyzwoicie pięknym dniem do końca.

Informacje praktyczne: Jardin du Luxembourg  znajduję się w dzielnicy 6., u szczytu bulwaru St. Michel, 15 minut pieszo od Panteonu. Metrem można do niego dotrzeć na kilka sposobów m.in.:  RER B Luxembourg lub metro 4 Saint Sulpice, Park otwarty jest od świtu do zmierzchu, wstęp wolny.

Spacerując ulicą Mouffetard trzeba rozruszać wyobraźnię. Należy się przenieść przynajmniej do pierwszej połowy ubiegłego wieku, kiedy ulica ta pełniła rolę jednego z największych targów w Paryżu (a zakupy robił tam m.in. Ernest Hemingway, który przez rok mieszkał po drugiej stronie placu, przy rue Cardinal Lemoine), a wieczorem swoje podwoje otwierały tamtejsze bary i kabarety. Albo jeszcze wcześniej, kiedy stanowiła część traktu łączącego Paryż z Włochami. Przymykając oko na wszystkie kiczowate sklepy z pamiątkami i żerujące na turystach restauracyjki, które mieszczą się tam dziś, łatwo poczuć rustykalny i plebejski klimat Quartier Mouffetard.

Rue Mouffetard razem z placem Contrescarpe i rue Cardinal Lemoine tworzą bardzo malowniczą część dzielnicy 5. O krok stąd do Panteonu, Sorbony i Dzielnicy Łacińskiej, a jednak duch małego miasteczka panujący w tej części Paryża wyraźnie odróżnia to miejsce od sąsiednich. A jeśli chcielibyście przez chwilę poczuć się jak tutejsi, to polecam wam, spośród wszystkich okolicznych kawiarni wybrać Cafe des Arts przy placu Conscarpe, gdzie rano przy barze spotykają się najstarsi mieszkańcy okolicznych ulic, których właściciel zna po imieniu, ale obcych również potraktuje z uśmiechem. A za kawę au comptoire zapłacimy jedynie euro!

W 5. dzielnicy, która wyjątkowo daje się lubić, oprócz okolic Mouffetard warte zobaczenia są również okolice uniwersytetu i Jussieu oraz fantastyczny park Jardin des Plantes, o którym opowiem osobno.

Dojazd linią 7 lub 10, metro : Jussieu, Cardinale Lemoine, Place Monge.

Pocztówka z Wyspy Św. Ludwika

Otoczona Sekwaną L’ile Saint-Louis to perełka na mapie Paryża. Jedno z najstarszych i najromantyczniejszych miejsc w mieście. Mimo, że wyspa położona jest w ścisłym centrum, życie toczy się tu spokojnym, sielankowym rytmem, tworząc oazę dla turystów i mieszkańców Paryża. Francais Carco powiedział, że to le seul endroit au monde pour un poete czyli jedno jedyne miejsce na świecie dla poetów. I choć na Ziemi na pewno znalazłoby się kilka punktów rywalizujących o te miano, to w samym Paryżu niewiele jest ustronniejszych miejsc

Zabytkowe, piękne rezydencje, intymny i oryginalny klimat wyspy sprawiają, że jest to jeden z najlepszchy i najdroższych adresów w Paryżu, a jej mieszkańców nazywa się Les Luisiens.

W XIX wieku na wyspę ściągnęła bohema artystyczna Paryża.  Pod adresem 17 quai d’Anjou przez pewien czas mieszkał sam Baudelaire, tam też regularnie odbywały się spotkania klubu Haschischins,  na których bywali m.in. Manet, Nerval i Balzac. Od 1838 roku istnieje tu najstarsza poza granicami kraju instytucja polska. Założona przez Adama Czartoryskiego, Juliana Niemcewicza i Karola Sienkiewicza – wtedy fundacja Wielkiej Emigracji-dziś Biblioteka Polska mieście się w pięknej XVII-wiecznej rezydencji przy 6, Quai d’Orleans. Na trzech piętrach mieszczą się tam, jedyne na tej wyspie, niewielkie muzea poświęcone Mickiewiczowi i Chopinowi. Szczegóły można znaleźć tutaj.

Między Maltą a Stalingradem

Wsiadamy w metro numer 2, linia niebieska. Dojeżdżamy do wiaduktu, z którego rozciąga się widok na kanał Saint Martin i mimo,że do Montmartre stąd tylko 10 minut, to wiadomo,że  należy wysiąść tutaj. Stacja Stalingrad.

Wiosna w pełni. Zieleń się umacnia, a temperatury takie, jakie o tej porze roku na Malcie (gdzie własnie kończy się sezon na pomarańcze, a zaczyna na truskawki). I nie tylko pogoda i dominujący kolor błękitny przypominają mi  o poprzednim miejscu zamieszkania, bo aluzji jest  więcej. Możliwość przeprawy łodzią z jednej strony kanału na drugi -mimo że trwa 20 sekund – przywodzi na myśl niebieski (także od spalin) promik przewożący turystów z brzegu Sliemy do Valetty, ludzie piknikujący na nabrzeżu – atmosfera  plażowania, jest nawet wędkarz,w niemodnym swetrze,skupiony na swoim zajęciu w środku miasta i tak samo wyrwany z kontekstu, jak Ci na promenadzie w Gzirze, kto był, ten widział.

To wszystko dzieje się w dzielnicy XIX, nie cieszącej się najlepszą opinią, i o ile wieczorem rzeczywiście lepiej przemknąć tędy bez nawiązywania kontaktu wzrokowego z przypadkowymi przechodniami,to w ciągu dnia rejon, skupiony wokół końca kanału, rotundy i kina MK2, tętni życiem i energią.

Oprócz  wymienionych uroków, mieszkańców przyciągają w to miejsce niedrogie kawiarnie i bary usytuowane na całej długości kanału, a francuska sieć kin MK2 ma tu chyba swoje najładniejsze i najoryginalniejsze kino-8 sal znajduje się  po dwóch stronach kanału i to właśnie między nimi kursuje przywołany wyżej mini prom (rejs gratis).

Na koniec rotunda. Budynek, w którym w XVII i XIX wieku znajdował się punkt kontroli celnej i rejestracji wwożonego do Paryża bydła i koni. A dziś mieszczą się tu 3 ciekawe bary i jedna krowa.

Kanał St. Martin jest długi i malowniczy, więc będzie jeszcze o nim nie raz. O Malcie pewnie też.

Tymczasem, po zejściu do metra, choć trudno uwierzyć, pierwszą reklamą,jaką zobaczyliśmy, była ta, która zaprasza nas na wakacje … La vie en rose

Pola i ogrody

O Champs Élysées, czy raczej Sząnze Lize, czyli Polach Elizejskich słyszał każdy, bo jest to najsłynniejsza ulica w Paryżu, francuska wersja Oxford Street, 5 Avenue albo Marszałkowskiej. Znajduje się  w VIII dzielnicy i rozciąga między Łukiem Tryumfalnym a Placem Zgody (Place Concorde). 3 kilometry splendoru, szyku i przedzierania się przez tłumy turystów z całego świata.

Aleja nosi swoją nazwę rzeczywiście na pamiątkę  pól, które rozciągały się w tym miejscu do 1616 roku,ale dziś trudno to sobie wyobrazić. Jest to najdostojniejsza część Paryża, którą, według mnie, trudno po prostu lubić,  przepych architektury i bogactwo historii, która stoi za każdą prawie budowlą i pomnikiem można chyba tylko kontemplować z dystansem. Rzadko bywam tu bez powodu,ale ponieważ wczesną wiosną „turystyczny” Paryż jest jeszcze świeży i mniej nachalny, bez strachu i obaw przeszłam aleję wzdłuż i wszerz.

Po drodze dwa razy skręciłam w stronę Sekwany. Raz w stronę Placu Inwalidów, o którym będzie innym razem, a do którego od północnej strony dochodzi się mijając most Aleksandra III, a tam…

A następnie, poszłam zobaczyć ulicę Montaigne, na której zainteresowanym światem wielkie mody (chociaż nie wiem, czy wśród moich znajomych, są takie osoby… a tak, są, dwie) zrobi się cieplej, bo znajdują się tutaj biura, atelier i butiki firmowe najsłynniejszych domów mody, no a skoro jesteśmy w Paryżu,to można przez chwilę zatrzymać się przed takimi na przykład witrynami:

A propos mody (a raczej modelek),to tuż obok znajduje się ogromne muzeum Grand Palais, które na pewno zasługuje na osobny tekst, a tam obecnie odbywa się, między innymi, wystawa prac Helmuta Newtona.

http://www.grandpalais.fr/en/Homepage/p-617-lg1-Homepage.htm

Kontynuując spacer Polami, dojdziemy do mojego ulubionego miejsca w tej części VIII dzielnicy-parku położonego między Placem Concorde a Luwrem czyli Ogrodu Tuileries (Jardin Tuileries). W parku tym  bardzo łatwo jest spędzić cały dzień, do dyspozycji hedonistów: staw, fontanny, place zabaw, kawiarnie, leżaki, a na dodatek galeria fotografii Jeu de Paume (która mieści się w dawnej sali gimnastycznej), gdzie zawsze dzieje się coś interesującego (można poobcować ze sztuką  za połowę ceny i w o wiele spokojniejszej atmosferze niż w oddalonym o 10 minut Luwrze):

http://www.jeudepaume.org/

albo muzeum Oranżerii, gdzie między innymi „Nenufary” Moneta.

Jednak tego dnia dla wszystkich odpoczywających i zwiedzających liczyło się tylko jedno.Odwrócić twarz w stronę słońca.

Jednym słowem, wiosna, na polach i w ogrodzie.