Paryż z Lotu Ptaka

blog kulturalno-turystyczny, w dni parzyste praktyczny, w nieparzyste romantyczny

Tag: dzielnica 5.

Na prawo od Notre Dame

IMGP1008

A skąd  roztacza się najładniejszy widok na katedrę Notre Dame? A z maleńkiego parku, po prawej jej stronie (przechodząc przez ruchliwą ulicę Montobello w kierunku ulicy Galande), który łatwo można przeoczyć, oszołomionym spektakularnym zabytkiem, który stoi tu, zachwyca i onieśmiela od 850 lat. Skwerek Rene Viviani przylegający do grekokatolickiego kościoła Saint Julien-le-Pauvre jest przeuroczym miejscem, gdzie na katedrę można spojrzeć z dystansu, oddalając się od tłumu kłębiącego się przed Notre-Dame. Oprócz fantastycznego widoku, mnóstwa kwiatów wiosną, cienia latem i ogólnie wyciszającej atmosfery, która studzi gorączkę zwiedzania, znajdziecie tu DRZEWO. Najstarsze drzewo w Paryżu, robinia  zasadzona tu w 1601 roku (!) dziś podtrzymywane przez betonową konstrukcję robi wielkie wrażenie, jest dostojna i bujna. Piękne. Zajrzyjcie.

Square Rene-Viviani, metro 4 St Michel albo 10 Cluny La Sorbonne.

IMGP1016

 

IMGP1018

Reklamy

Kangourou on a deja vuuuuu

Kangura już widzieliśmyyyyyy, to zdanie (z komicznie przeciągniętą ostatnią sylabą) usłyszałam dziś z ust kilkuletniego chłopca w samym centrum Paryża. Chłopiec odhaczał swoją listę zobaczonych zwierząt. A gdzie w Paryżu w jednym miejscu można zobaczyć kangury, orangutany, żółwie, krokodyle i wiele, wiele innych? W La Menagerie, zoo du Jardin des Plantes. Najstarsze w Europie zoo mieści się tu od 1794 roku i stanowi część pięknego ogrodu botanicznego Jardin des Plantes. Dla mnie, tropicielki przyrody w wielkim mieście, ten park jest jednym z ulubionych paryskich miejsc. Otwarty dla zwiedzających w XVII wieku przez długi czas był jednocześnie centrum badań botanicznych i do dziś spełnia swoją funkcję dydaktyczną. Mieści się tu Muzeum Ewolucji, Muzeum Panteologiczne, Entomologiczne i Minerałów. Poza tym po parku rozsiane są liczne ogrody ziołowe, warzywniaki, oranżeria, hotel dla pszczół (!), labirynt, liczne rzadkie okazy drzew i i mnóstwo tajemniczych i przytulnych zakątków.

No i to zoo. Zaskakuje bogactwem zgromadzonych gatunków i terenem, jaki zajmuje, zważając, że znajduje się w ścisłym centrum miasta. Zwierzęta trzymane są w godnych warunkach, nie wszystkie mają przestrzenie porównywalne do tych na których żyją ich dzicy krewni, ale pamiętając,że wiele z nich już w którymś pokoleniu rodzi się w takich warunkach, nie wydają się być pokrzywdzone. Zawsze dość sceptycznie podchodziłam do pomysłu gromadzenia różnych gatunków zwierząt ku naszej uciesze i rozrywce, ale dziś widząc rozpalone policzki i błyszczące oczy rozentuzjazmowanego chłopca widzącego pierwszy raz kangura na żywo, zdałam sobie sprawę, że dla tego małego paryżanina taki kontakt z naturą może stać się przyczynkiem do głębszego zainteresowania i rozbudzenia na nią wrażliwości.A poza tym menażeria jest już zabytkiem kultury i architektury podobnie jak cały Jardin des Plantes.

Po kilku wyjątkowo deszczowych weekendach i wczorajszych 12 godzinach mżawki i ulewy na zmianę, dziś wyszło słońce. Rozgrzało mokry park, w którym ziemia parowała, ptaki rozśpiewały się przeżywając swoją drugą wiosnę, rośliny  ostatni raz przed zimą zachwycają kolorami, aromatami i fakturami. Było pięknie.

A po spacerze warto zaliczyć jedną z bardzo lubianych przez Paryżan kawiarni. Wychodząc z parku wyjściem przy Muzeum Ewolucji znajdziemy się tuż przed najsłynniejszym w mieście meczecie  La Mosquée de Paris, gdzie oprócz łaźni żywcem wyjętej z baśni 100o i jednej nocy znajduję się restauracja i kawiarnia serwująca jedyną w swoim rodzaju herbatę miętową, którą w ciepły dzień można wypić na świeżym powietrzu siedząc pod niesamowicie aromatycznymi drzewami figi i jaśminu. Rozbudziłam fantazję? Mam nadzieję.

Odbiór!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tropem książki – BnF

Przygotujcie się na spacer-trasa między Saint Michel a Biblioteką Narodową im. Franacoisa Mitteranda obfituje w doznania. Zaczynając wyprawę na wysokości katedry Notre Dame, kierując się na wschód, wzdłuż rzeki najpierw zaliczymy liczne charakterystyczne budki bukinistów, które są jak skarbczyki z biżuterią – wydania kieszonkowe klasyków, rzadkie pięknie wydane okazy, dawne afisze, magazyny, płyty i gazety codzienne kuszą, by zanurkować w kolekcji, ale wyjątkowo ignorujemy zaproszenia, rzucamy tylko okiem i wędrujemy dalej. Idąc wzdłuż Sekwany, kilka minut za katedrą, po drugiej stronie bulwaru natkniemy się na centrum kultury arabskiej Institute du Monde Arabe, znajdujące się tam fascynujące zbiory to temat na osobny długi post, dziś tylko spoglądamy na fasadę i podążamy dalej prowadzeni linią rzeki. Po kilku minutach, po prawej stronie wyłoni się brama prowadząca do jednego z moich ulubionych parków Jardin des Plantes, gdzie o tej porze roku oprócz turystów najwięcej w nim studentów, szczególnie tych z pierwszych roczników, którzy właśnie zachłystują się początkiem roku akademickiego na jednym z największych francuskich uniwersytetów Paris VI , którego główny budynek – wieżowiec  Jussieu wyrasta z drugiej strony ogrodu. Do parku zajrzymy przy innej okazji. Mijając kilka skrzyżowań, wkrótce znajdziemy się przed dworcem Gare d’Austerlitz, gdzie warto zwrócić uwagę na turkusowy tunel wprowadzający nadziemną część metra (linia numer 5) w sam środek budynku. Zawsze robi to na mnie wrażenie i średnio za trzecim metrem wjeżdżajacym „w” dworzec zdaję sobie sprawę, że stoję w miejscu już od 20 minut i czas ruszyć dalej. Z mostu Charles de Gaulle usytuowanym tuż przy dworcu rozciąga się piękna panorama na coraz bardziej industrialną wschodnią część miasta, choć z drugiej strony majaczy jeszcze Notre Dame. A w dole tuż pod mostem stoi ciekawy budynek Institute Francaise de la Mode, na który warto zwrócić uwagę, poznacie go po ogromnej zielonej tubie zdobiącej jego północną stronę. W tym miejscu warto przejść na drugą stronę rzeki, by mieć możliwość spojrzenia z dystansu na panoramę, która wyłoni się za kilkaset metrów, bo już po kilku minutach marszu objawi się nam cacko francuskiej najnowszej architektury – BnF czyli budynek Biblioteki Narodowej.

O tym miejscu należałoby napisać esej. Fantastyczny surrealistyczny krajobraz, gdzie najdrobniejszy detal ma swoje uzasadnienie. Miejska przestrzeń, która jest przyjazna przebywającym w niej. Biblioteka skomponowana jest z czterech osobnych wieżowców – każdy z nich symbolizuje otwartą książkę a razem tworzą kształt prostokąta, który również może przywołać na myśl formę okladki. W każdym z nich wymyślny system rolet chroniących zbiory przed światłem słonecznym (ich układ, otwieranie i zamykanie skoordynowane jest z wędrówka słońca wokół budynków), ogród  w samym centrum, mediateka, kino, kawiarnie i bary tworzą atmosferę i życie toczy się przy BnF tak w dzień jak i wieczorami. Biblioteka powstała na zamówienie prezydenta Mitteranda w latach 90. i była częścią wielkiego, przez niego powołanego, projektu „unowocześniania” miasta, w którego skład wchodzi też słynny szklany łuk w La Defense, piramidy przed Luwrem, Muzeum Orsay i Park Vilette. Plan w tamtym czasie wzbudzał kontrowersje, ale dziś jest już klasycznym przykładem urbanistycznego rozwoju miasta. BnF jest miejscem spotkań, odkryć, przeżyć –  czuć tutaj energię.

A kiedy już zobaczycie, co należy, to zejdźcie schodami nad sam brzeg rzeki i wybierzcie sobie bar z którego pooglądacie zachód słońca, bo o tej porze dnia jest tu najprzyjemniej. Ja polecam Le Jardin (najbliżej do niego ze wschodniego skrzydła,poza tym specjalne pozdrowienia dla E., dzięki której to sympatyczne miejsce odkryłam).

Odbiór!

Cinema ce soir?

Od metra Cluny La Sorbonne czy Saint Michel do Sorbony można dotrzeć, idąc bulwarem Saint Michel – ale będzie nudno. A wystarczy skręcić na wysokości rue des Ecoles w stronę wieży Montparnasse i potem w pierwszą uliczkę w prawo, by znacznie urozmaicić sobię ten spacer. Zacieniona wąska uliczka Champollion kryje dla nas trzy niespodzianki. Dwa przytulne kina i jeden przyjemny bar.

Kinomanom Le Champo jest dobrze znane, wystarczy wymienić nazwę tego kina, by każdy natychmiast je zlokalizował. Wyróżnia je wyłaniająca się zza rogu charakterystyczna fasada, 74-letnia tradycja (od 2000 roku wpisane na listę zabytków)  i repertuar składający się z klasyki kina. Przychodzę tu w ciemno, bez sparwadzania, „co grają”, bo wiem, że zawsze znajdę coś interesującego. Claude Chabrol powiedział, że to kino było jego drugim filmowym uniwersytetem i rzeczywiście, podążając w wyznaczanych przez repertuar Le Champo kierunkach, można odebrać kompletny kurs międzynarodowej historii kina.

Tuż obok, dosłownie wciśnięte w kąt, znajduje się nowocześniejsze Reflet Medicis. Jeszcze bliższe mojemu sercu, bo Jean-Marc, jego dyrektor, dobrze zna i szanuje polskie kino. To tu kilka lat z rzędu (choć nie wiem, czy podobnie będzie w tym roku) na przełomie listopada i grudnia  odbywa się festiwal filmów polskich, którego piąta edycja w zeszłym roku bardzo odświeżyła związki paryżan z polską kinematografią, a poseansowe „koktajliki”  stały się legendą samą w sobie (pozdrowienia dla zaglądających tu członków ekipy organizującej edycję 2011, do zobaczenia na Kinopolska 2012).

Oba kina łaczy szacunek dla widza i autorów filmów, szczera chęć dzielenia się miłością do kina i nigdy nie pokazuje się tu nudnych filmów!

Kawa przed seansem, wino po filmie?  By radości stało się zadość, przedłużeniem kina Reflet zdaje się być bar na przeciwko – dobra muzyka, dobre towarzystwo i ceny przystępne studentom, wszak jesteśmy dwa kroki od Sorbony.

To co, kino dziś wieczorem?

Kot z wędką tu był

Dzielnica Łacińska – sama nazwa rozbudza wyobraźnię i ewokuje wiele skojarzeń. Historia wyziera i zerka na nas zza każdego rogu. Dzielnica rozciąga się od Sekwany przez bulwary St. Michel i St. Germain, obejmuje Sorbonę, Ogrody Luksemburskie i kończy się za Panteonem w okolicach quartier Mouffetard.  Jesienią najbardziej lubię spacery bulwarami dla platanów, zimą plac przy Sorbonie ze względu na studyjne kameralne kina w okolicy, Jardin du Luxembourg najbardziej przyciąga wiosną, a latem…Latem wysiadam na stacji St. Michel i wtapiam się w tłum turystów podążający w stronę ulicy de la Huchette i jej okolic. Jest gwarno, kiczowato i radośnie. I od zawsze tam tak było.

Krótka i wąska rue Huchette  przeprowadzi nas od fontanny St. Michel do katedry Notre Dame. Od średniowiecza jest znana paryżanom, którzy w XIII wieku ściągali tu na słynne pieczone kurczaki – podobno smakowały najlepiej w całym mieście. W XVII stuleciu władzę nad ulicą przejęły kabarety, a sławę pieczonego drobiu przejęli kieszonkowcy-najsprawniejsi w Paryżu, ale mimo tego ulica nadal przyciągała chętnych uciech i dobrego obiadu, bowiem wtedy właśnie pojawiły się tu tawerny i oberże serwujące kuchnię  z całego świata. Później, w XX wieku, w hotelu Mont Blanc pomieszkiwali Hemingway, Henry Miller i Pablo Neruda, a pod numerem 23 do dziś mieści się, nic nie robiący sobie z upływu czasu teatr du la Huchette, gdzie systematycznie, od 1949 roku wystawiana jest „Łysa śpiewaczka” Ionesco.

Rue Huchette zachowuje ciągłość historyczną, wiele stojących tu budynków pochodzi jeszcze ze średniowiecza, nadal zajmują ją restauracje z całego świata (większość z nich, zorientowana na jednorazowego klienta-turystę oferuje niewyrafinowane dania za 10 euro) no i na pewno w tłumie nietrudno natknąć się na kieszonkowców.

A na koniec, ostatnia ciekawostka (z pozdrowieniami dla Irlandzkich Zapisków), wśród kilku równoległych do Huchette ulic jedna wyróżnia się szczególnie – z dwóch powodów. Po pierwsze nosi wdzięczną nazwę  rue du Chat qui Peche czyli Kota łowiącego ryby; po drugie, jest to jedna z dwóch najmniejszych paryskich uliczek, która oddana do użytku w 1540 roku, połączyła ulicę Huchette z Sekwaną i w najszerszym miejscu wynosi niewiele ponad półtora metra.